Nie uważam się za eksperta w dziedzinie antropologii społeczności homoseksualnych. Do dwudziestego roku życia były one dla mnie egzotyczną wyspą, o której słyszałam wiele, lecz nigdy nie miałam okazji jej zwiedzić. Tym większa była moja ekscytacja, gdy trzy lata temu podczas spotkania ze znajomym (którego orientacja seksualna do tej pory pozostaje dla mnie tajemnicą), na wiadomość, iż dostałam pracę w jednym z popularniejszych warszawskich lokali, on oznajmił:
- Wiesz, że to knajpa dla ciot?
"Czy to coś zmienia?", pytałam w duchu i wyobrażałam sobie jak będę się czuć w tym środowisku...
- Przyszłaś do pracy? Hej, jestem R. i jestem gejem - całkiem przystojny chłopak z wdziękiem baletnicy wyciągnął do mnie rękę i tak zaczęła się moja kariera wśród... pedałów. Tego zwrotu nauczyłam się używać dzięki swoim kochającym inaczej kolegom. Bardzo szybko okazało się, że ich zbereźne poczucie humoru, nie różni się niemal w ogóle od tego jakim raczyli mnie moi koledzy z poprzedniej pracy - panowie koło pięćdziesiątki, których samoświadomość kształtował poprzedni ustrój i którzy z homoseksualizmem mają tyle samo wspólnego co z drobnoziarnistym peelingiem.
Początkowo byłam zachwycona. Jakbym odkryła nowy gatunek! Można się bez skrępowania wesprzeć na męskim ramieniu, a jednocześnie liczyć na krytyczną poradę w kwestii stylu. O którym przeciętny, heteroseksualny homo sapiens nie ma większego pojęcia. No i ten gay-radar, tak niezbędny w czasach powszechnie panującego metroseksualizmu. (Wiedzieliście na przykład, że każdy gej ma w szafie przynajmniej jedną parę białych butów? Zazwyczaj to te sportowe.) Gej zawsze chętnie wyskoczy z tobą na drinka, albo zabierze cię do jakiegoś modnego miejsca, do którego nie sposób się dostać (bez niego). I tak czas wam leci, on ci opowiada o swoich podbojach łóżkowych, o przygodach kolegów (czy raczej "koleżanek"), wymyśla wszelkie sposoby żebyście się nie nudzili, zajmuje każdą lukę w twoim grafiku. Jestem ciekawa kiedy się zorientujesz... Jeżeli jesteś kobietą - nie chcę kategoryzować, ale niech będzie - typową, to w końcu otworzysz oczy i uświadomisz sobie, że w tym związku na ciebie specjalnie nie ma miejsca! Owszem czas spędzacie przecież razem, ale ile w nim uwagi poświęca się na twoje potrzeby, problemy, zachcianki itd.? A przecież (powtarzam) jesteś kobietą! Świat, w którym funkcjonujesz ty i (bądź co bądź) mężczyzna, musi być (chociaż trochę) skoncentrowany na tobie!
Zanim trafiłam do gejowskiego środowiska, moja (była już) szefowa dała mi radę - "Nigdy nie licz na gejów, gdy coś się dzieje oni pierwsi panikują i spierdalają." Zignorowałam, zapomniałam. A parę lat później obudziłam się w pociągu, w przedziale z pięcioma kolegami, przygnieciona ciężarem stóp współspaczy, którzy kompletnie zapomnieli, że jedzie z nimi niewielka, krucha kobieta.
Może istnieją tacy kochający i oddani homo-przyjaciele jak Sebastian, wierny druh serialowej Magdy M. Może mnie po prostu nie dane było trafić na taki model. Jednak jeśli moim najlepszym przyjacielem wedle mitu metropolii ma być gej, to ja wybieram tabliczkę czekolady.
cdn.
Miałam okazję mieszkać, imprezować i pracować z gejami różnej narodowości oraz w różnym wieku i pierwsze słowo, które mi przychodzi do głowy, kiedy o tym myślę, to: egocentryzm. Owszem mają oni więcej empatii niż samce hetero, co jest cenne, kiedy jesteś nową osobą w środowisku i czujesz się zagubiona. Ale długoterminowo ta empatia nie działa...
OdpowiedzUsuń.. a z tą tabliczką czekolady, to taki zdradliwy dla figury zamiennik, więc uważaj ;)
Drogie brawo - mam białe adidasy! adidasy nawet mają nazwę - nie, to nie ja je nazwałem - choć bardzo je lubię. Nazywają się Vespa. Ładnie? Mi się też podoba! Baa, nawet po ryju dostałem, że wyglądam jak pedał. Choć konkretnie, że jak Harry Potter (cholerne rogowe oprawki do okularów). Że wyglądam jak pedał to słyszałem, głównie od dziewczyn. Takich w typie Viki z Małej Brytanii. Ale nie fajnie jak ktoś krzyczy za tobą na ulicy. Ja w każdym razie nie lubię. Mam też chudą szyję ze schowaną żuchwą to często noszę pod szyją szaliki. Schudłem rok temu bardzo dużo (ech, te złamane serce!) to zacząłem nosić raczej wąskie rzeczy, bo w normalnych wyglądałem jakbym ukradł starszemu bratu. W dodatku mam odstające uszy, więc zapuściłem włosy, żeby je zakryć. To była dobra decyzja, bo moje czoło też jest jakieś zbyt wysokie.
OdpowiedzUsuńTak więc, aby ukryć to, że na genowej loterii wygrałem zestaw - brzydki mieszkaniec kraju środkowoeuropejskiego wybrałem styl, który balansuje na granicy metro/pedał. Co więc robić, aby wyglądać dobrze/stylowo i żeby płeć przeciwna nie zastanawiała się, czy jestem pedałem, czy nie?
Drogi Mariuszu, jestem pewna, że redakcja bravo chętnie by Ci pomogła, jednak gdybym ja zaczęła próbować to byłoby to przynajmniej nie taktowne.
OdpowiedzUsuńZ resztą to co opisuję nijak ma się do tego o czym Ty piszesz. Odpowiedź zakończy się w tym miejscu, bo jestem dziś zbyt wyczerpana by błyszczeć elokwencją.