sobota, 9 października 2010

gej najlepszym przyjacielem kobiety?

Nie uważam się za eksperta w dziedzinie antropologii społeczności homoseksualnych. Do dwudziestego roku życia były one dla mnie egzotyczną wyspą, o której słyszałam wiele, lecz nigdy nie miałam okazji jej zwiedzić. Tym większa była moja ekscytacja, gdy trzy lata temu podczas spotkania ze znajomym (którego orientacja seksualna do tej pory pozostaje dla mnie tajemnicą), na wiadomość, iż dostałam pracę w jednym z popularniejszych warszawskich lokali, on oznajmił:
- Wiesz, że to knajpa dla ciot?
"Czy to coś zmienia?", pytałam w duchu i wyobrażałam sobie jak będę się czuć w tym środowisku...
- Przyszłaś do pracy? Hej, jestem R. i jestem gejem - całkiem przystojny chłopak z wdziękiem baletnicy wyciągnął do mnie rękę i tak zaczęła się moja kariera wśród... pedałów. Tego zwrotu nauczyłam się używać dzięki swoim kochającym inaczej kolegom. Bardzo szybko okazało się, że ich zbereźne poczucie humoru, nie różni się niemal w ogóle od tego jakim raczyli mnie moi koledzy z poprzedniej pracy - panowie koło pięćdziesiątki, których samoświadomość kształtował poprzedni ustrój i którzy z homoseksualizmem mają tyle samo wspólnego co z drobnoziarnistym peelingiem.
Początkowo byłam zachwycona. Jakbym odkryła nowy gatunek! Można się bez skrępowania wesprzeć na męskim ramieniu, a jednocześnie liczyć na krytyczną poradę w kwestii stylu. O którym przeciętny, heteroseksualny homo sapiens nie ma większego pojęcia. No i ten gay-radar, tak niezbędny w czasach powszechnie panującego metroseksualizmu. (Wiedzieliście na przykład, że każdy gej ma w szafie przynajmniej jedną parę białych butów? Zazwyczaj to te sportowe.) Gej zawsze chętnie wyskoczy z tobą na drinka, albo zabierze cię do jakiegoś modnego miejsca, do którego nie sposób się dostać (bez niego). I tak czas wam leci, on ci opowiada o swoich podbojach łóżkowych, o przygodach kolegów (czy raczej "koleżanek"), wymyśla wszelkie sposoby żebyście się nie nudzili, zajmuje każdą lukę w twoim grafiku. Jestem ciekawa kiedy się zorientujesz... Jeżeli jesteś kobietą - nie chcę kategoryzować, ale niech będzie - typową, to w końcu otworzysz oczy i uświadomisz sobie, że w tym związku na ciebie specjalnie nie ma miejsca! Owszem czas spędzacie przecież razem, ale ile w nim uwagi poświęca się na twoje potrzeby, problemy, zachcianki itd.? A przecież (powtarzam) jesteś kobietą! Świat, w którym funkcjonujesz ty i (bądź co bądź) mężczyzna, musi być (chociaż trochę) skoncentrowany na tobie!
Zanim trafiłam do gejowskiego środowiska, moja (była już) szefowa dała mi radę - "Nigdy nie licz na gejów, gdy coś się dzieje oni pierwsi panikują i spierdalają." Zignorowałam, zapomniałam. A parę lat później obudziłam się w pociągu, w przedziale z pięcioma kolegami, przygnieciona ciężarem stóp współspaczy, którzy kompletnie zapomnieli, że jedzie z nimi niewielka, krucha kobieta.
Może istnieją tacy kochający i oddani homo-przyjaciele jak Sebastian, wierny druh serialowej Magdy M. Może mnie po prostu nie dane było trafić na taki model. Jednak jeśli moim najlepszym przyjacielem wedle mitu metropolii ma być gej, to ja wybieram tabliczkę czekolady.

cdn.

wtorek, 5 października 2010

sto pytań do..

A może ja nie mam już żadnych przemyśleń? Może jedyne nad czym się zastanawiam to kolejna lista zakupów w rossmannie i jak spędzić najbliższy wolny dzień z Nim? Może umiejętność „przemyśliwania” tematów dalekich mi i bliskich, odeszła wraz z pojawieniem się w moim życiu stałego łącza, portalu społecznościowego i kablówki? Czy nie trapią mnie już żadne problemy społeczne? Czy proza życia, gonienie króliczka i chwilowe uciechy zapewniane ciału i duszy pozbawiły mnie chęci do obserwowania i komentowania rzeczywistości? A co ważniejsze – czy da się to jeszcze zmienić? Czy jak założę kolejną komórkę, wirtualną kanciapę, którą wypełnię tekturowymi pudłami pełnymi siebie, to faktycznie uda mi się coś zmienić? Chociażby tylko w sobie? Czy w ogóle chodzi o zmienianie czegokolwiek? Może wystarczy ociekać ironią przy narastającym bólu głowy? A może skupić się na pięknie, którego nie dostrzega się na co dzień? Albo, po prostu, nie skupiając się na tym co należy, wypada lub trzeba, postarać się dostrzec cokolwiek...